Ten film chciałam zobaczyć z kilku względów. Postać ks. Jana Kaczkowskiego zawsze elektryzowała, pokazywała jak można być dla innych, jak bardzo można zaangażować się w pomoc drugiemu człowiekowi. I stworzenie Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio głośno i wyraźnie „mówiło”, że hospicja potrzebne są jak kościoły.

Tutaj przypomina mi się postać s. Michaeli Rak, która w Wilnie stworzyła pierwsze hospicjum na Litwie. Dla mnie oni – ks. Jan i s. Michaela – pokazują, że słowa „hospicjum” nie można się bać. Hospicjum to też życie, wspieranie człowieka terminalnie chorego, wspieranie jego rodziny, spełnianie marzeń, bycie z nim, w miarę możliwości rozmowa, obecność, bliskość. Hospicjum to nie umieralnia, to miejsce i czas, które można dobrze wykorzystać.

Ten film to nie jest biografia ks. Jana Kaczkowskiego, ale obraz pięknego po ludzku kapłana współczesnego Kościoła w Polsce. Kościoła, który zresztą często Johnny’ego – bo tak chciał żeby do niego mówić – próbował temperować za otwartą głowę, szczere ale głęboko przemyślane wypowiedzi, szybkie działanie i nazywanie siebie „onkocelebrytą”, kiedy własną chorobę wykorzystał, by spopularyzować działania na rzecz chorych. Taki „ecce homo”. Film pokazuje ostatnie miesiące życia, kiedy był cały czas dla innych, a zarazem sam staje się ponownie pacjentem onkologicznym. Żył na petardzie – aktywny nieustannie, ale też petardą był rak.

„Johnny” to obraz duchownego, który odmienił życie chłopaka z kryminalną przeszłością. To historia opowiedziana z perspektywy podopiecznego księdza Jana Kaczkowskiego, Patryka Galewskiego – chłopaka, który nie miał łatwego startu w życiu. Obraz pokazujący, że w dzisiejszym świecie bez autorytetów, wobec kryzysu Kościoła, kapłan może być autorytetem i świetnie odnajduje się w świecie, do którego większość z nas woli nie zaglądać (nie chodzi tu o hospicjum). Kapłan, który pokazał że z żadnego człowieka nie można rezygnować, choćby w niego zwątpili najbliżsi. Każdy zasługuje na szacunek, każdy ma swoją godność, tylko trzeba umieć do niego dotrzeć. Ks. Kaczkowski fenomenalnie potrafił docierać do tych, do których inni nawet nie próbowali. Dzieje Patryka są tu doskonałym przykładem. I nie trzeba się w tej walce o człowieka bać chwilowych niepowodzeń, trudnych momentów. One zawsze będą. Liczy się wiara w człowieka. 

Ten obraz jest też dla mnie taką wskazówką, że warto walczyć, kiedy w grę wchodzi drugi człowiek. Dziesiątki problemów jakie towarzyszą tworzeniu Centrum Hospicyjno-Opiekuńczego im. św. Łazarza z Jerozolimy BETANIA w Przemyślu nie powinny przesłaniać ostatecznego celu – pomocy choremu i jego rodzinie. To miejsce musi też stać się taką „petardą”, w którym najważniejszy będzie człowiek. 

Film…. Świetny, kapitalna gra aktorska, świetne zdjęcia, świtało to chyba jeden z „aktorów”. Podczas seansu można się śmiać, ale też dla wielu ważne będą chusteczki. Nikt w kinie nie usiłował jeść popcornu, seansu nie zakłócił żaden szelest papierków, otwieranych napojów. Nie było szybkiego wybiegania z kina, ale wszyscy siedzieli, jakby jeszcze nie wrócili do rzeczywistości mimo kończących się napisów. „Johnny” jest takim obuchem w głowę, który otrzeźwia, pokazuje jak można żyć i być dla innych, a przede wszystkim elektryzują słowa ks. Jana: „zamiast ciągle na coś czekać – zacznij żyć, właśnie dziś. Jest o wiele później, niż ci się wydaje”.

W rolę charyzmatycznego duchownego Jana Kaczkowskiego wcielił się kapitalnie Dawid Ogrodnik, Patryka Galewskiego zagrał Piotr Trojan (wielokrotnie nagradzany za występ w filmie „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”), na ekranie występują również m.in. Magdalena Czerwińska, Anna Dymna, Maria Pakulnis, Marta Stalmierska, Witold Dębicki, Michał Kaleta i Joachim Lamża.

Dawid Karpiuk Nie zrozumie nas – piosenka z filmu Johnny

 

Podobne wpisy